Z aresztu, w którym przebywa od września 2025 roku, Michał Sapota – były prezes HREIT – zapewnia, że firma nie upadła, a inwestorzy odzyskają środki, jeśli tylko sąd zgodzi się na sanację. Prokuratura zarzuca mu oszustwo na ponad 342 mln zł, a poszkodowanych ma być 1434. Biznesmen broni się, wskazując, że to nie piramida, lecz niewykończona inwestycja, którą można uratować.
„Majątek jest, projekty są. Potrzeba decyzji sądu”
Sapota twierdzi, że HREIT zrealizował już 12 inwestycji i dysponuje majątkiem, który przewyższa zobowiązania. Jego zdaniem plan sanacyjny pozwoli nie tylko wybudować mieszkania, ale i rozliczyć się z wierzycielami. W przypadku upadłości, ostrzega, majątek zostanie sprzedany za ułamek swojej wartości – nawet za 20 proc. – co pozbawi inwestorów szans na odzyskanie pieniędzy. Utrzymuje, że spółka posiada ziemię pod budowę 15 tys. mieszkań i liczy na 6 mld zł wpływów z ich sprzedaży.
Za blokadę planu odpowiada – według Sapoty – zarządca przymusowy Marcin Kubiczek, któremu zarzuca manipulacje i świadome działanie na rzecz ogłoszenia upadłości. „To nie my bankrutujemy – to sąd decyduje, czy pozwoli nam działać” – mówi Sapota.
Areszt tymczasowy jako przeszkoda w naprawie
Biznesmen twierdzi, że od miesięcy współpracował z prokuraturą i regularnie stawiał się na wezwania. Areszt ocenia jako bezzasadny, zwłaszcza że – jak podkreśla – utrudnia mu on realną pracę nad ratowaniem HREIT i przygotowaniem sanacji. Zwraca uwagę na brak stawiennictwa kluczowego świadka, czyli zarządcy, który według niego unika odpowiedzialnych pytań.
Na pytanie o odpowiedzialność za dramat osób, które zapłaciły za mieszkania, a nie mają nic, odpowiada: „Mieszkania mogą powstać, jeśli pozwoli się nam działać. Za opóźnienia przepraszam, ale wszystko da się jeszcze zrobić.” Wskazuje, że liczba wierzycieli popierających plan naprawczy rośnie i apeluje o umożliwienie rozpoczęcia postępowania sanacyjnego, zanim zburzy wszystko – dosłownie i w przenośni – decyzja o upadłości.