W świecie crowdfundingu wielkie marzenia często rozbijają się o twarde realia produkcyjne. Jednak nie każdy twórca reaguje ucieczką i milczeniem. Japoński youtuber Narunii, który zebrał ponad milion złotych na grę „Chikai no Fuchi”, zamiast obietnic bez pokrycia, wystąpił z przeprosinami i… propozycją zwrotu środków z własnej kieszeni.
Projekt w rozsypce, pieniądze zniknęły
Zbiórka na platformie Campfire ruszyła z impetem. W ciągu zaledwie czterech dni Narunii zgromadził ponad 50 milionów jenów, a fani z entuzjazmem czekali na jego debiut w roli twórcy gry typu dark fantasy. Niestety, szybko okazało się, że brak doświadczenia i zbyt ambitne założenia zderzyły się z realiami produkcji. Zespół opuścili kluczowi członkowie, kod okazał się bezużyteczny, a terminy przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.
Największy cios przyszedł jednak z innej strony — większość środków została wydana na pensje i koszty operacyjne, a efekty tych wydatków nie pozwalają kontynuować prac. Kod trzeba napisać od nowa, struktura projektu się rozpadła. W tej sytuacji wielu by się wycofało.
Rzadki gest odpowiedzialności
Narunii zdecydował się na krok, który w branży crowdfundingowej nadal należy do rzadkości. Ogłosił, że odda pieniądze każdemu wspierającemu, który czuje się zawiedziony — z własnych zarobków, bo konto projektu jest puste. To nie tylko gest odpowiedzialności, ale też próba odzyskania zaufania. Twórca rozpoczął już opracowywanie systemu zwrotów i deklaruje, że resztę dostępnych środków przeznaczy na kontynuację prac nad grą.
Nie ogłosił bankructwa. Nie zniknął. Nie przerzucił winy. To historia o tym, że nawet kiedy wszystko się wali, można jeszcze wstać i posprzątać po sobie — bez PR-owych sztuczek, za to z konkretnym planem.