Zajęcie wynagrodzenia z umowy zlecenia przez komornika – co warto wiedzieć?

Zajęcie wynagrodzenia z umowy zlecenia przez komornika potrafi z dnia na dzień pozbawić dłużnika całej wypłaty, a problem polega na tym, że przy umowach cywilnoprawnych mechanizm ochrony nie działa automatycznie tak, jak przy etacie. Właśnie dlatego kluczowe znaczenie ma znajomość zasad egzekucji, obowiązków zleceniodawcy oraz działań, które musi podjąć sam zatrudniony, jeśli chce ograniczyć skalę potrącenia.

Skąd komornik wie o umowie zleceniu i co oznacza zajęcie

Komornik dość sprawnie ustala, kto wypłaca dłużnikowi pieniądze. Takie informacje pozyskuje między innymi z danych o składkach odprowadzanych do ZUS, a potem kieruje do podmiotu zatrudniającego pismo o zajęciu. W praktyce oznacza to, że zleceniodawca otrzymuje formalne wezwanie do przekazywania wskazanych kwot bezpośrednio na rachunek komornika.

Tu pojawia się istotna różnica między etatem a zleceniem. W przypadku umowy o pracę przepisy od razu przewidują konkretne limity potrąceń. Przy umowie zlecenia taka ochrona nie wynika automatycznie z pierwszego pisma. Jeśli w treści zajęcia komornik wskazuje wierzytelności z umów cywilnoprawnych, zleceniodawca co do zasady przekazuje całość zajętej kwoty, czyli nawet 100% wynagrodzenia, aż do spłaty zadłużenia.

Kiedy można ograniczyć zajęcie wynagrodzenia z umowy zlecenia

Pełne zajęcie nie zawsze musi jednak oznaczać ostateczny rezultat. Przepisy pozwalają domagać się ograniczenia egzekucji wtedy, gdy wynagrodzenie ze zlecenia ma charakter powtarzalny i służy utrzymaniu dłużnika. Chodzi o sytuację, w której wypłata wpływa regularnie, na przykład co miesiąc, a jednocześnie stanowi główne albo jedyne źródło dochodu.

W takim przypadku można powołać się na regulację, która nakazuje odpowiednio stosować ochronę znaną z przepisów dotyczących wynagrodzenia za pracę. Nie dzieje się to jednak samo. Dłużnik musi sam wystąpić do komornika z żądaniem ograniczenia egzekucji i wykazać, że pieniądze ze zlecenia mają stały, periodyczny charakter oraz służą codziennemu utrzymaniu. Pomocne bywają tu dokumenty potwierdzające regularność wypłat, w tym sama umowa zlecenia.

W praktyce najczęściej udaje się doprowadzić do ograniczenia zajęcia do połowy wynagrodzenia. Przy alimentach zasada wygląda surowiej, ponieważ ochrona jest mniejsza. Problem polega na tym, że druga forma ochrony, czyli pozostawienie kwoty odpowiadającej minimalnemu wynagrodzeniu, zazwyczaj nie znajduje zastosowania przy zleceniach. To oznacza, że nawet osoba zarabiająca niewiele może i tak stracić znaczną część pieniędzy.

Co musi zrobić zleceniodawca, a co powinien zrobić dłużnik

Zleceniodawca nie ma tu dużego pola manewru. Po otrzymaniu pisma od komornika powinien stosować się do jego treści. Nie może samodzielnie uznać, że potrąci tylko część wynagrodzenia, nawet wtedy, gdy wie, że dla zatrudnionego to jedyne źródło utrzymania. Bez wyraźnej decyzji komornika przedsiębiorca nie powinien zmniejszać potrącenia, bo jego obowiązkiem pozostaje wykonanie zajęcia zgodnie z otrzymanym pismem.

Cały ciężar działania spada więc na dłużnika. To on powinien zwrócić się do komornika o ograniczenie egzekucji. Gdy komornik odmówi, pozostaje skarga na jego czynności. Trzeba jednak działać szybko, ponieważ termin na jej wniesienie wynosi tydzień od doręczenia odmowy. Skargę kieruje się do sądu rejonowego za pośrednictwem komornika, który przekazuje ją dalej razem z aktami sprawy.

Najważniejszy problem polega na tym, że osoba pracująca na zleceniu bardzo łatwo traci całą wypłatę, a odzyskanie choć części ochrony wymaga inicjatywy, argumentów i czasu. Z tego powodu zajęcie komornicze przy umowie zleceniu okazuje się często znacznie dotkliwsze niż przy umowie o pracę, nawet wtedy, gdy miesięczne dochody są bardzo niskie.