Rząd planuje limit wynagrodzeń dla lekarzy – koniec z sześciocyfrowymi pensjami?

Ministerstwo Zdrowia chce uregulować zarobki lekarzy, wprowadzając górny próg płacowy. Według propozycji resortu, maksymalna miesięczna pensja nie mogłaby przekroczyć 48 tys. zł. Projekt natychmiast wzbudził kontrowersje i sprzeciw środowiska medycznego.

Milionerzy w kitlach pod lupą resortu

Z danych Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji wynika, że ponad 400 lekarzy w Polsce zarabia od 100 do 300 tys. zł miesięcznie, a kolejnych kilkuset osiąga zarobki w granicach 80–100 tys. zł. Mediana wśród lekarzy kontraktowych to ok. 24,6 tys. zł, ale różnice są ogromne. Ministerstwo chce ograniczyć te dysproporcje, ustalając limit na poziomie 40 tys. zł, a dla wybranych specjalistów – 48 tys. zł. Sprawa trafi na posiedzenie Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia, gdzie mają rozpocząć się rozmowy o zmianach w systemie wynagradzania.

System, który sam tworzy nierówności

Eksperci zwracają uwagę, że źródłem „kominów płacowych” nie są lekarze, lecz sposób finansowania świadczeń przez NFZ. Niektóre oddziały, takie jak kardiologia, neurochirurgia czy ortopedia, są wyceniane znacznie wyżej, co pozwala szpitalom płacić specjalistom ogromne kwoty. Inne – pediatria, interna czy oddziały zakaźne – generują straty, więc dyrektorzy często rezygnują z ich utrzymania. Lekarze ostrzegają, że zamiast naprawić system, rząd próbuje przykleić plaster na otwartą ranę.

Polska a Europa

Raport Federacji Przedsiębiorców Polskich pokazuje, że zarobki polskich lekarzy coraz bardziej przypominają te z Zachodu. W Wielkiej Brytanii specjaliści otrzymują od 24 do 43 tys. zł miesięcznie, a w Norwegii nawet 39 tys. zł. Różnica polega jednak na tym, że w Polsce wielu medyków osiąga wysokie dochody, pracując w kilku miejscach i dyżurując po kilkaset godzin miesięcznie. Dla nich ograniczenie płac nie jest więc kwestią luksusu, lecz przeżycia zawodowego – i pytania, czy przy takim obciążeniu w ogóle ktoś zechce jeszcze leczyć.